sobota, 1 czerwca 2013

chapter two

Wstałam niewyspana. Od razu skierowałam się w stronę balkonu, szarpnęłam za zasłony i ku mojemu zdziwieniu świeciło słońce. W lutym? I to w Londynie? Może nie będzie tak źle co? Gdzie mój komputer? Za dużo pytań na raz. Głowa mnie boli. Ol jee... znalazłam. Posiedziałam trochę na tt i fb. Sprawdziłam wszyściutkie ploteczki o gwiazdach. Nie no żartuje. Nie lubię tego robić. Nie lubię śledzić czyjegoś życia, bo nie chce by moje było śledzone. Głupio brzmi no bo jak taką dziewczynę jak ja ktoś może chcieć śledzić? O matulu, znowu pytanie. Nie ważne.
-Tato!-wydarłam się na cały głos.- Tato! Nie rób sobie żartów. Gdzie jesteś?-znów cisza.
Karteczka? "Jestem w pracy. Nie długo powinnaś dostać paczkę. Znajdują się tam legitymacje umożliwiające wejście na koncert. To jest część twojej pracy (przynajmniej na dzisiaj). Podpisz się swoim imieniem i nazwiskiem. A... i lista osób jest na blacie koło lodówki.   Najlepszy mężczyzna na całym świecie: Twój Tatuś <3"
O proszę. W samozachwyt nie wpadniesz?
-Lista jest, paczka zaraz będzie, no ale co mam robić tato.-powiedziałam. W tym samym czasie zadzwonił dzwonek.
Otworzyłam drzwi. Stal w nich młody mężczyzna.
-Pani Nata...Natali?-zaciął się. Nie wiem czym to zostało spowodowane.
-Tak to ja.-uśmiechnęłam się szeroko.
-Mam dla Pani paczkę. Proszę podpisik tu... i tu. Czytelny oczywiście.
-Dziękuje bardzo. Długopis.
-O przepraszam. Bym zapomniał. Miłego dnia.
-Dziękuje i wzajemnie.
No to ten angielski nie idzie mi chyba tak najgorzej co? W każdym razie dogadać się dam radę.
Co my tu mamy. Lista zadań. Ok. Zaczynamy. 1. Rozpakuj legitymacje. No hello? Już to zrobiłam. Proszę bardzoooo... Albo i nie. Kto wpadł na durny pomysł pakowania legitymacji pojedynczo?!? Dobra. 2. Dopasuj smycz i legitymację kolorami. Done. Och ja i mój angielski. 3. Wszystko. Co?!? Już skończyłam? Jestem z siebie taka dumna. Zajęło mi to tylko...ponownie co?!? Grzebałam się z tym 3 godziny? Nie możliwie. Nawet nie jadałam śniadania i wcale mi to nie przeszkadzało? Jestem wielka.

13.02.2012 r.
Wstałam pełna spokoju. Nie jest tak źle. 
Myślałam że wpadnę w a'la depresję spowodowaną brakiem przyjaciół.
Zaliczyłam swój pierwszy dzień pracy.
Rozpiera mnie duma.
Może uda mi się wyciągnąć tatę na spacer? 
Muszę w końcu poznać okolicę w której jakiś czas pomieszkam. 

Cała się kleje. Jaki brudas ze mnie. Wczoraj umyłam się tylko rano, jeszcze przed wylotem. Dochodzi właśnie godzina piętnasta a ja co? Dalej w piżamce, rozwalona na kanapie w salonie. Nie no, na brak ruchu nie narzekam. Paluszki mi przecież skaczą po guzikach pilota od tv. Koniec świnio! Do łazienki marsz!
Wzięłam krótki prysznic. Nasmarowałam ciało masłem orzechowym. O matko zgłodniałam. Mam ochotę na masło orzechowe. A jak nie ma w domu? No tej chemii jeść nie będę! Stop! Boże wariuje.
Ubrałam się. Pozostało mi tylko czekać na tatę. Ciekawe tylko o której przyjdzie z pracy, bo tego akórat zapomniał napisać. Jaki człowiek.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz