czwartek, 6 czerwca 2013

chapter four

14.02.2012 r.
To już dziś. Idę na koncert Ed'a Sheeran'a!!!
Nie mogę uwierzyć, że będę mogła spotkać tak wielką gwiazdę jak on.
Czy to nie jest wspaniałe? 
Ja, szara myszka z Polski. Z Polski z której nie dasz rady się wybić.
Jestem tu w Londynie, w moim nowym mieście od nie całych dwóch dni...
I co? Ja żyje... O matko <- to bez sensu... 
Chodzi o to, że jeszcze tak niedawno nie pomyślałabym o takim 
wydarzeniu jak to.
Nie mogę się doczekać. Jeszcze tylko jedno pytanie mnie męczy:
CO MAM ZAŁOŻYĆ? OMG...

Po godzinnym wybieraniu ciuchów (mogłam sobie pozwolić, w końcu wstałam nie o 7.30 tylko 6.30), chciałam się juz poddać. Ale przypomniałam sobie, że nie rozpakowałam jeszcze ostatniej walizki. Z rzeczami które dostałam od mamy. Uwielbiała ze mną chodzić na zakupy, rozmawiać i w ogóle spędzać czas. Z resztą tak jak każda mama. Od 2 lat nie ma jej przy mnie... To nie jest już trudne. Człowiek po pewnym czasie przyzwyczaja się do sytuacji w jakiej będzie zmuszony żyć. Tak było i ze mną. Na początku... było trudno, bardzo trudno. Przychodziłam ze szkoły do pustego domu, gdzie wcześniej zawsze ale to zawsze w godzinach popołudniowych unosił się zapach obiadu. Kiedy oglądałam nasze seriale, już nie śmieszyły mnie tak jak wtedy kiedy mama jeszcze żyła. A teraz? Wiem że byłaby zła gdym się martwiła, użalała i nic sobie nie udowadniała. Gdybym nic nie robiła w swoim życiu. Bardzo się cieszę, że ojciec żyje, jest ze mną i mogę na niego liczyć. Jest moim nowym przyjacielem, zbliżyłam się do niego strasznie, po śmierci mamy. Kocham go nad życie.
A więc... walizka otwarta. Mamo, miałaś świetny gust, no ale te rzeczy były "modne" dwa lata temu. Nie zdążę na zakupy. Mam teraz do wyboru ciuchy z całej mojej szafy i walizki. A buty.... gdzie moje buty!!!
-TATO!!!-wydarłam się na cały głos.-Gdzie są moje buty?!
-Czekaj nic nie słyszę.-usłyszałam odpowiedź...no nie do końca brzmiała ona tak jakbym chciała, no ale cóż.-No co tam kochanie?
-No więc drogi ojcze. Where is my suitcase with my shoes!!!
-Ach zapomniałem. Jest pod twoim łóżkiem. Aż dziw że tam nie zajrzałaś.
-O matko! Całe szczęście. Już myślałam że nie odebrałeś z lotniska czy coś... uf. Dobra wychodź bo muszę się przebrać.
-Ciężkie jest życie ojca...Raz mnie wołasz raz wyganiasz...-udał smutnego.
-Nie narzekaj.-pożegnałam tatę z uśmiechem.


-Tato...Tu jest tak fajnie.
-Kochanie, dla mnie to żadna nowość. Pracuję tutaj czy na innych scenach codziennie. Poczekaj dzwoni telefon, rozejrzyj się jak chcesz.-znowu telefon... on się przepracuje. Na szczęście ma mnie! Super Natalie!
-Przepraszam kochanie, szukasz kogoś?-usłyszałam, nieco ironiczny głos kobiety.
-Nie nie-odpowiedziałam.
-Czy masz wejściówkę?-ponownie zadała pytanie... Ludzie nie męczcie mnie tak.
-Jeszcze nie dostałam. Nazywam się Nata...
-Ochrona!-przerwała mi.-Ta o to młoda dziewczyna weszła tu bez wejściówki. Jak wy pilnujecie?
-Ta o to młoda kobieta jest moją córką. Pracuje tu, Patricia...I jeżeli dobrze pamiętam, to nie ty tu pilnujesz porządku tylko Jack.-wypowiedział się mój tata.
-Nie martw się Grzegorz. Czy chcesz czy nie, znajdę coś na ciebie czy na tą twoją córeczkę-zlustrowała mnie stara jędza.
-To miała być jakaś aluzja?-zapytałam ze złością w głosie. No nie pozwolę sobie żeby ktoś mną sobie tak "pomiatał".
-Łoooo kochana. Piątka mała-odezwał się ochroniarz. Mój tata natomiast skarcił go wzrokiem i mnie z resztą też.
-Jeszcze zobaczysz... kochanie. Coś mi się wydaje że długo tu nie popracujesz.
-Nie bądź taka pewna siebie Patricia. Zobaczymy...-całą rozmowę zakończył mój ojciec.
-Natalia... Nie odzywaj się tak do niej. Nie daj się prowokować. Ona właśnie tego chce. Zaczyna się od takich sytuacji a wyjdzie, że wszystko będziesz robiła co tylko tamta jędza sobie wymarzy.A ty-wskazał palcem na Jacka- nie faworyzuj mi dziecka. Wcale dobrze nie zrobiła.-odszedł bez słowa.
-I tak piona mała. I przepraszam, zapomniałem ci dać identyfikatora. Czekaj zaraz znajdę. Wiesz co masz dokładnie robić?
-No właśnie nie... Muszę czekać, aż ktoś mnie zawoła. Dzięki tak w ogóle. Możesz mi powiedzieć o co chodzi z tą całą Patrycją?
-Między nią a twoim tatą jest kłótnia od hmm... półtora roku?
-Czyli odkąd ojciec tutaj pracuje?
-Tak. Przedstawił swoje propozycje i  był lepszy od Patrycji. Pierwszy raz zdarzył się w firmie ktoś taki. Twój ojciec jest świetnym organizatorem. Mam nadzieję że też taka jesteś co?
-Nie wiem... zobaczymy.- uśmiechnęłam się i pożegnałam, ponieważ musiałam jeszcze zwiedzić moje dzisiejsze miejsce pracy.

Godziny pracy ciągnęły się niesamowicie. Nie mogłam wytrzymać, miałam zaraz spotkać Ed'a! To jest takie niesamowite. Wszystko jest niesamowite. Ciągle mówię "niesamowite". Just stop Natalie!!! Matko krzyczę na siebie w myślach...
-Przepraszam-usłyszałam głos za moimi plecami.
-Tak?- odwróciłam się.
-Czy mogłabyś mi podać wody?-ught...kolejna taka osoba. Zaraz zwariuje. Czy moja praca ma polegać tylko na tym?
-Proszę.-podałam wodę w ręce mężczyzny.
-Dziękuje. Jak się nazywasz?-o nie... proszę nie wzywaj tylko ochrony, nie wzywa...-Jako jedyna byłaś dziś dla mnie miła.-przerwał mi.
-Nazywam się Natalie. Już myślałam że znów będzie afera, za brak identyfikatora.
-Witaj-mężczyzna wyciągnął w moją stronę dłoń.-Nazywam się Mark. No więc, co tutaj robisz Natalie?
-Pracuję. Dokładnie od wczoraj.
-Czekaj. To ty jesteś córką Grzegorza? Szukałem cię dzisiaj cały dzień. Nie wiedziałem jak wyglądasz, a przechodziłem koło ciebie tyle razy.
-Przepraszam. To moja wina. Tata zostawił mnie samą żebym mogła się rozejrzeć. Nie pomyślałam żeby zapytać się o pracodawcę.
-Mów mi Mark...Wszyscy mówimy sobie po imieniu.-miły facet.-i nic się nie stało. Jeszcze nie wiedziałem jaką pracę tobie dać, ale już znalazłem.
-A mianowicie?-Zapytałam podekscytowana. Oby coś innego niż częstowanie i podawanie wody.
-Bardzo dobrze mi się z tobą rozmawiało. Więc, twoja praca będzie polegała w sumie tylko na byciu tutaj. Porozmawiasz z ludźmi, o i przypomnij ile masz lat?
-Osiemnaście.
-Czyli z alkoholem nici?
-Nie, co prawda nie piję za dużo, ale przeżyje.-matko, pierwsza rozmowa z szefem, a ja już kłamię. Zaczęłam pić jak miałam 14 lat. Na początku mało, potem coraz większe imprezy. A teraz... tylko zacząć. Ciężko będzie się pohamować.
-To dobrze. Po prostu dotrzymuj towarzystwa. Żartuj ze wszystkimi i tak dalej. Rozumiesz?
-Rozumiem szefie-odpowiedziałam.
-Szefie? Mówiłem ci coś.
-Jakoś nie mogę, przepraszam.
-W sumie, pierwsza osoba by tak mówiła.hmm...-chyba się nad czymś zastanawia.-mów mi szef. Tak Szefie to szefie tamto. Tylko ty masz taki przywilej.-puścił oczko i odszedł. Świetny gościu.


***
Troszkę taki dłuższy rozdział i nie do końca napisany. Ten dzień (w opowiadaniu) skończy się dopiero w następnym poście. Jest dużo szczegółów. Długie dialogi. W sumie takie chyba, (podkreślam: chyba) realistyczne. Mam nadzieje że się podoba. Pamiętajcie Czytasz->komentuj. To na prawdę pomaga w pisaniu dalszej części opowiadania. 
Wasza Natalie




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz