piątek, 14 czerwca 2013

chapter five

Koncert zaczął się jakieś dwie godziny temu. Nie widziałam jeszcze Ed'a. Niestety wyjść przed scenę nie mogę bo nie mam identyfikatora. Brawo dla Jack'a!!!
-I ostatnia piosenka...-tylko tyle usłyszałam. Pisk fanek uniemożliwiły mi dalszego "podsłuchiwania".
Wstałam z krzesełka. Podeszłam do miejsca, które wydawało mi się najodpowiedniejsze do łapania ludzi i prowadzenia rozmowy.
-Przepraszam.-usłyszałam głos młodej kobiety.
-Tak?- odwróciłam się. Przez chwilę blondynka przyglądała mi się.
-Tak ty się nadajesz-szarpnęła mnie za rękę i ciągnęła za sobą.
-Ale o co chodzi? Przepraszam, proszę mnie puścić!-zaczęłam się wyrywać.
-Oj nic ci nie zrobię. Chodź za mną i nie szarp się bo już mnie ręka boli.-Kate, przeczytałam plakietkę, puściła mnie i dalej szła. Przez chwilę zastanawiałam...-No idziesz czy nie?-nienawidzę takiego tonu.
-Czekaj- krzyknęłam i pobiegłam za nią.-Garderoba-burknęłam pod nosem-Ja mam tu wejść? Szef mnie zabije...
-Nie pierdol, wchodź. Czasu nie ma.-znowu ten ton. Zaraz dostaniesz. Przez chwilę blondynka przebierała w wieszakach i rzuciła na mnie parę ciuchów.-Przebieraj się w to! No co się tak gapisz. Ruchy ruchy.-dalej stoję.-O matko, niedorozwój?
-Słuchaj kochana. Nie wiem kim jesteś, nie wiem po co tu jestem i nie wiem po co tutaj mnie ciągnęłaś.-podniosłam ton.
-Nazywam się Kate.-popatrzyłam na nią spod byka.-Ught... jestem asystentem managera Ed'a. Potrzebujemy dziewczyny, która grałaby jego przyjaciółkę na dzisiaj. Potem nie musicie i takie tam bla bla bla.
-Że co? Nawet nikt mnie nie zapytał o zdanie.
-Płacimy, po wszystkim. No szybko. Trochę poudajesz i będzie git...-ktoś wparował do pokoju.
-Szefie jak dobrze, że szef jes...
-CO!?!? Ty jeszcze nie przebrana? Szybko!
-Ale..
-Bez gadania.-zostawili mnie sama w garderobie. Przebrałam się i wyszłam na zewnątrz.


-Szybko... już czeka. Nie odpowiadaj na żadne pytania, Ed to zrobi. Musisz czuć się wyluzowana.
-Sram w gacie.-panikuję, nie poznałam nigdy tak wielkiej osoby. No kurde kariera muzyczna na całym świecie. I mam jeszcze udawać, że znam go od bardzo dawna?
-Zrozumiałaś?-obudziły mnie słowa.
-Yhhhyy-przytaknęłam, chociaż nie wiedziałam o co chodzi.-To teraz biegnij.
Światła zaczęły mi walić po oczach. Mnóstwo osób pchających się na mnie, napierających całymi ciałami. Łooł mam swoich ochroniarzy? Wszędzie ludzie, kurwa zaraz kogoś walnę. Zauważam wyciągnięta w moją stronę rękę. Łapie i wychodzę z tłumu. Stoję przed chyba tysiącem osób, obok Ed;a Sheeran'a? O matko, spełnienie marzeń. Zebrani ludzie robią zdjęcia, proszą o autografy i zadają mnóstwo pytań. Ed uśmiecha się miło i z ruchu warg wyczytuje "przepraszam". Boooże jaki on uroczy. Postanawiam wziąć się w garść i do końca wypełnić swoje zadanie. Co z tego, że nie znam go? To jest moja praca, dotrzymywanie towarzystwa tak? Takk. Za to mi płacą. Uśmiech tu, uśmiech tam... Ludzie zadają kolejne pytania.
-Ile się znacie?-było skierowane do mnie. Udawałam zastanowienie. Złapałam się kurczowo za plecy Ed'a. Ścisnęłam je... chyba wyczuł o co chodzi. 
-Od półtora roku-odpowiedział bez problemu. Uśmiechnęłam się, ten delikatnie dziobnął mnie w brzuch.
-Ty dziwko!-usłyszałam z jednej strony.
-Kolega dla kasy-z drugiej.
Nie wiedziała, że tak będzie. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu. To miało być coś na pozór nowej, niesamowitej przygody. Poczuć się jak jakaś ważna osoba. Być kimś. Pojedyncza łza spłynęła po policzku. Ed ułożył swoje dłonie na moich policzkach i delikatnie kciukiem starł ją. Zakuło jeszcze bardziej. To było coś nieosiągalne dla mnie. Jestem zwykłą dziewczyną... zwykłą. Uświadomił mi to.  Nie mogę. Nie mogę się rozkleić. Poprawiam włosy, ścieram kolejną łzę spływającą i uśmiecham się. Ed również, zmieszał się trochę, ale ten uśmiech wydaje się całkiem szczery, Muszę go później przeprosić. 
-Zbieramy się, Natalie, Ed! Chodźcie.-weszliśmy za jednym ochroniarzem do budynku. Prowadził nas ugh.. znów do garderoby? na serio?-wchodźcie.-nakazał. Wykonaliśmy jego rozkaz. Zamknął drzwi zostawiając nas samych sobie.
-Cześć, nazywam się Ed-chłopak wyciągnął rękę.-przepraszam cię za to...no wiesz. Te całe udawanie. Wiem, że było to trudne i te przezwiska.-moje oczy ponownie zostały zalane łzami, na samo wspomnienie- jesteś wrażliwa. 
-Nie, jestem Natalie.-uśmiechnęłam się niepewnie po raz drugi otarłam łzy i uścisnęłam dłoń oczekującą już jakiś czas na odwzajemnienie uścisku.- Nic się nie stało. To ja cię przepraszam. Powinnam dobrze wykonywać swoja pracę. Już mi lepiej.
-No to skoro znamy swoje imiona, to nie musimy udawać, że się znamy. 
-Może skoro znamy już swoje imiona idziemy się czegoś napić? Może to mi pomoże, bardziej się wcielić w swoją rolę.
-A możemy, możemy.-Ed wyciągnął rękę w moją stronę, złapałam za nią i poszliśmy udając dobrych kumpli przed do baru. 


***
Noo to odpowiedź na jedno pytanie znalezione. Początek za mną. Dam radę.Za wszelkie błędy ortograficzne bardzo przepraszam. Pamiętacie
Czytasz->komentuj. To na prawdę pomaga w pisaniu dalszej części opowiadania.
Wasza Natalie

wtorek, 11 czerwca 2013

***

Siemka wszystkim.
Słuchajcie, ja wiem że nie ma na razie niczego interesującego. Już nie długo się pojawi. Możecie pisać w komentarzach pod postem, jak myślicie:
W jaki sposób Natalie pozna Ed'a?
W jaki sposób Natalie pozna chłopców?
Na te pytania, odpowiedz znajdziecie w "chapter five" i "chapter six". 
Mam nadzieje, że wam się spodoba.
Nie chcę nikogo do niczego zmuszać, ale proszę was o pozostawienie komentarza. Zauważyłam, że są wejścia, a komentarzy brak. Nasuwa się jedno pytanie: Czy wchodzicie tutaj żeby czytać, czy wchodzicie niechcący. Martwię się o to. Zrozumcie mnie. Pamiętajcie Czytasz->komentuj. To na prawdę pomaga w pisaniu dalszej części opowiadania.
Wasza Natalie

czwartek, 6 czerwca 2013

chapter four

14.02.2012 r.
To już dziś. Idę na koncert Ed'a Sheeran'a!!!
Nie mogę uwierzyć, że będę mogła spotkać tak wielką gwiazdę jak on.
Czy to nie jest wspaniałe? 
Ja, szara myszka z Polski. Z Polski z której nie dasz rady się wybić.
Jestem tu w Londynie, w moim nowym mieście od nie całych dwóch dni...
I co? Ja żyje... O matko <- to bez sensu... 
Chodzi o to, że jeszcze tak niedawno nie pomyślałabym o takim 
wydarzeniu jak to.
Nie mogę się doczekać. Jeszcze tylko jedno pytanie mnie męczy:
CO MAM ZAŁOŻYĆ? OMG...

Po godzinnym wybieraniu ciuchów (mogłam sobie pozwolić, w końcu wstałam nie o 7.30 tylko 6.30), chciałam się juz poddać. Ale przypomniałam sobie, że nie rozpakowałam jeszcze ostatniej walizki. Z rzeczami które dostałam od mamy. Uwielbiała ze mną chodzić na zakupy, rozmawiać i w ogóle spędzać czas. Z resztą tak jak każda mama. Od 2 lat nie ma jej przy mnie... To nie jest już trudne. Człowiek po pewnym czasie przyzwyczaja się do sytuacji w jakiej będzie zmuszony żyć. Tak było i ze mną. Na początku... było trudno, bardzo trudno. Przychodziłam ze szkoły do pustego domu, gdzie wcześniej zawsze ale to zawsze w godzinach popołudniowych unosił się zapach obiadu. Kiedy oglądałam nasze seriale, już nie śmieszyły mnie tak jak wtedy kiedy mama jeszcze żyła. A teraz? Wiem że byłaby zła gdym się martwiła, użalała i nic sobie nie udowadniała. Gdybym nic nie robiła w swoim życiu. Bardzo się cieszę, że ojciec żyje, jest ze mną i mogę na niego liczyć. Jest moim nowym przyjacielem, zbliżyłam się do niego strasznie, po śmierci mamy. Kocham go nad życie.
A więc... walizka otwarta. Mamo, miałaś świetny gust, no ale te rzeczy były "modne" dwa lata temu. Nie zdążę na zakupy. Mam teraz do wyboru ciuchy z całej mojej szafy i walizki. A buty.... gdzie moje buty!!!
-TATO!!!-wydarłam się na cały głos.-Gdzie są moje buty?!
-Czekaj nic nie słyszę.-usłyszałam odpowiedź...no nie do końca brzmiała ona tak jakbym chciała, no ale cóż.-No co tam kochanie?
-No więc drogi ojcze. Where is my suitcase with my shoes!!!
-Ach zapomniałem. Jest pod twoim łóżkiem. Aż dziw że tam nie zajrzałaś.
-O matko! Całe szczęście. Już myślałam że nie odebrałeś z lotniska czy coś... uf. Dobra wychodź bo muszę się przebrać.
-Ciężkie jest życie ojca...Raz mnie wołasz raz wyganiasz...-udał smutnego.
-Nie narzekaj.-pożegnałam tatę z uśmiechem.


-Tato...Tu jest tak fajnie.
-Kochanie, dla mnie to żadna nowość. Pracuję tutaj czy na innych scenach codziennie. Poczekaj dzwoni telefon, rozejrzyj się jak chcesz.-znowu telefon... on się przepracuje. Na szczęście ma mnie! Super Natalie!
-Przepraszam kochanie, szukasz kogoś?-usłyszałam, nieco ironiczny głos kobiety.
-Nie nie-odpowiedziałam.
-Czy masz wejściówkę?-ponownie zadała pytanie... Ludzie nie męczcie mnie tak.
-Jeszcze nie dostałam. Nazywam się Nata...
-Ochrona!-przerwała mi.-Ta o to młoda dziewczyna weszła tu bez wejściówki. Jak wy pilnujecie?
-Ta o to młoda kobieta jest moją córką. Pracuje tu, Patricia...I jeżeli dobrze pamiętam, to nie ty tu pilnujesz porządku tylko Jack.-wypowiedział się mój tata.
-Nie martw się Grzegorz. Czy chcesz czy nie, znajdę coś na ciebie czy na tą twoją córeczkę-zlustrowała mnie stara jędza.
-To miała być jakaś aluzja?-zapytałam ze złością w głosie. No nie pozwolę sobie żeby ktoś mną sobie tak "pomiatał".
-Łoooo kochana. Piątka mała-odezwał się ochroniarz. Mój tata natomiast skarcił go wzrokiem i mnie z resztą też.
-Jeszcze zobaczysz... kochanie. Coś mi się wydaje że długo tu nie popracujesz.
-Nie bądź taka pewna siebie Patricia. Zobaczymy...-całą rozmowę zakończył mój ojciec.
-Natalia... Nie odzywaj się tak do niej. Nie daj się prowokować. Ona właśnie tego chce. Zaczyna się od takich sytuacji a wyjdzie, że wszystko będziesz robiła co tylko tamta jędza sobie wymarzy.A ty-wskazał palcem na Jacka- nie faworyzuj mi dziecka. Wcale dobrze nie zrobiła.-odszedł bez słowa.
-I tak piona mała. I przepraszam, zapomniałem ci dać identyfikatora. Czekaj zaraz znajdę. Wiesz co masz dokładnie robić?
-No właśnie nie... Muszę czekać, aż ktoś mnie zawoła. Dzięki tak w ogóle. Możesz mi powiedzieć o co chodzi z tą całą Patrycją?
-Między nią a twoim tatą jest kłótnia od hmm... półtora roku?
-Czyli odkąd ojciec tutaj pracuje?
-Tak. Przedstawił swoje propozycje i  był lepszy od Patrycji. Pierwszy raz zdarzył się w firmie ktoś taki. Twój ojciec jest świetnym organizatorem. Mam nadzieję że też taka jesteś co?
-Nie wiem... zobaczymy.- uśmiechnęłam się i pożegnałam, ponieważ musiałam jeszcze zwiedzić moje dzisiejsze miejsce pracy.

Godziny pracy ciągnęły się niesamowicie. Nie mogłam wytrzymać, miałam zaraz spotkać Ed'a! To jest takie niesamowite. Wszystko jest niesamowite. Ciągle mówię "niesamowite". Just stop Natalie!!! Matko krzyczę na siebie w myślach...
-Przepraszam-usłyszałam głos za moimi plecami.
-Tak?- odwróciłam się.
-Czy mogłabyś mi podać wody?-ught...kolejna taka osoba. Zaraz zwariuje. Czy moja praca ma polegać tylko na tym?
-Proszę.-podałam wodę w ręce mężczyzny.
-Dziękuje. Jak się nazywasz?-o nie... proszę nie wzywaj tylko ochrony, nie wzywa...-Jako jedyna byłaś dziś dla mnie miła.-przerwał mi.
-Nazywam się Natalie. Już myślałam że znów będzie afera, za brak identyfikatora.
-Witaj-mężczyzna wyciągnął w moją stronę dłoń.-Nazywam się Mark. No więc, co tutaj robisz Natalie?
-Pracuję. Dokładnie od wczoraj.
-Czekaj. To ty jesteś córką Grzegorza? Szukałem cię dzisiaj cały dzień. Nie wiedziałem jak wyglądasz, a przechodziłem koło ciebie tyle razy.
-Przepraszam. To moja wina. Tata zostawił mnie samą żebym mogła się rozejrzeć. Nie pomyślałam żeby zapytać się o pracodawcę.
-Mów mi Mark...Wszyscy mówimy sobie po imieniu.-miły facet.-i nic się nie stało. Jeszcze nie wiedziałem jaką pracę tobie dać, ale już znalazłem.
-A mianowicie?-Zapytałam podekscytowana. Oby coś innego niż częstowanie i podawanie wody.
-Bardzo dobrze mi się z tobą rozmawiało. Więc, twoja praca będzie polegała w sumie tylko na byciu tutaj. Porozmawiasz z ludźmi, o i przypomnij ile masz lat?
-Osiemnaście.
-Czyli z alkoholem nici?
-Nie, co prawda nie piję za dużo, ale przeżyje.-matko, pierwsza rozmowa z szefem, a ja już kłamię. Zaczęłam pić jak miałam 14 lat. Na początku mało, potem coraz większe imprezy. A teraz... tylko zacząć. Ciężko będzie się pohamować.
-To dobrze. Po prostu dotrzymuj towarzystwa. Żartuj ze wszystkimi i tak dalej. Rozumiesz?
-Rozumiem szefie-odpowiedziałam.
-Szefie? Mówiłem ci coś.
-Jakoś nie mogę, przepraszam.
-W sumie, pierwsza osoba by tak mówiła.hmm...-chyba się nad czymś zastanawia.-mów mi szef. Tak Szefie to szefie tamto. Tylko ty masz taki przywilej.-puścił oczko i odszedł. Świetny gościu.


***
Troszkę taki dłuższy rozdział i nie do końca napisany. Ten dzień (w opowiadaniu) skończy się dopiero w następnym poście. Jest dużo szczegółów. Długie dialogi. W sumie takie chyba, (podkreślam: chyba) realistyczne. Mam nadzieje że się podoba. Pamiętajcie Czytasz->komentuj. To na prawdę pomaga w pisaniu dalszej części opowiadania. 
Wasza Natalie




wtorek, 4 czerwca 2013

chapter three

Ojciec nie przychodził już od godziny. Jak mam do niego zadzwonić? A głupia mogłam mu wczoraj dać telefon żeby zaniósł do serwisu i przestawił operatora. Cała ja.
-Natalia!-usłyszałam głos z dołu.
-Już!-głupie schody, kiedyś z nich spadnę...-No jesteś. Jak w pracy?
-A dobrze. A jak u ciebie? Wiedziałaś co robić?
-Yhy. Tato nie jestem dzieckiem... hahaha. No dobra.
-Nie ma to jak samego siebie wyśmiać co kochanie?
-Dzięki. Jesteś głodny?
-A co? Coś zrobiłaś?-popatrzyłam na tatę jak na głupka.-Tak myślałem, to gdzie idziemy?
-Mnie się pytasz? To ty-dziobnęłam tatę w klatkę piersiową-tu mieszkasz od półtora roku.
-Nie mam pomysłu. Zobaczymy gdzie nas nogi zaniosą.

-Tato zobacz-wskazałam palcem ogłoszenie wywieszone na szybie.
-Nie!
-Nawet dobrze nie przeczytałeś.
-Nie muszę.-sucho odpowiada. Pomęczę jeszcze trochę.
-No proszę, tylko przeczytaj. Nie żal ci takiego małego, słodkiego, niewinnego i szukającego domu szczeniaczka.-wszystko na jednym wdechu, o matko.
-Ile ty masz lat, co? Za duża krowa na takiego małego, słodkiego, niewinnego i szukającego domu szczeniaczka.
-Czy ty się ze mnie śmiejesz?-no jak tak można.
-Nie wcale, skąd ten pomysł bystrzaku?
Po skończonym obiedzie, poszłam do łazienki. Usłyszałam piski i krzyki za drzwiami. Umyłam ręcę, wychodzę z toalety i co widzę? No właśnie nic nie wiedzę. Wszystko normalne.
-Tato, co się działo?-zapytałam.
-Jutro po koncercie jesteśmy zaproszeni na jakieś party. Był tu menager Ed'a, zamawiał coś do jedzenia. Zauważył mnie i po prostu pogadał. A jak to zwykle bywa w miejscach publicznych nie obyło się bez żadnych krzyków pisków i tak dalej.
-Ed'a Sheeran'a? Co proszę? To na jego koncercie będę stała? O matko tato!!!- rzuciłam się ojcu na szyje.
-Tak, moja mała. Trochę rozrywki nie zaszkodzi co?
-No taaak. Ja w ogóle nie wiedziałam, że pracujesz dla takich gwiazd jak Ed Seeran... zaniemówiłam.
-Wracamy? Robi sie ciemno.
- Ciemno to jest już od godziny siedemnastej... Wracamy.

W drodze powrotnej do domu dowiedziałam się że jutro muszę wstać o godzinie 7.30. Z jakiego powodu? Z takiego, że mają być ostatnie próby przed występem i przydadzą się moje ręce do pomocy. Wiadomo, że jak się zgodziłam na ta pracę to nie mogę narzekać. Tym bardziej, że będę jutro na koncercie Ed'a Sheeran'a!!! łołŁOŁłoł. Nie mogę się doczekać nawet żeby już wstać. Wiem że to będzie trudne, bo nigdy tak nie wstaję. Jeszcze tylko umyje się i przygotuję ciuchy. I can't wait :)


***
No i jest już 3 rozdział  Mam nadzieje że się podoba. :) Jak wiadomo nie ma jeszcze chłopaków. Pojawią się już nie długo. Na pewno nie w wszyscy w tym samym czasie <3 Pamiętajcie Czytasz-> komentuj. To na prawdę pomaga w pisaniu dalszej części opowiadania.
Wasza Natalie

sobota, 1 czerwca 2013

chapter two

Wstałam niewyspana. Od razu skierowałam się w stronę balkonu, szarpnęłam za zasłony i ku mojemu zdziwieniu świeciło słońce. W lutym? I to w Londynie? Może nie będzie tak źle co? Gdzie mój komputer? Za dużo pytań na raz. Głowa mnie boli. Ol jee... znalazłam. Posiedziałam trochę na tt i fb. Sprawdziłam wszyściutkie ploteczki o gwiazdach. Nie no żartuje. Nie lubię tego robić. Nie lubię śledzić czyjegoś życia, bo nie chce by moje było śledzone. Głupio brzmi no bo jak taką dziewczynę jak ja ktoś może chcieć śledzić? O matulu, znowu pytanie. Nie ważne.
-Tato!-wydarłam się na cały głos.- Tato! Nie rób sobie żartów. Gdzie jesteś?-znów cisza.
Karteczka? "Jestem w pracy. Nie długo powinnaś dostać paczkę. Znajdują się tam legitymacje umożliwiające wejście na koncert. To jest część twojej pracy (przynajmniej na dzisiaj). Podpisz się swoim imieniem i nazwiskiem. A... i lista osób jest na blacie koło lodówki.   Najlepszy mężczyzna na całym świecie: Twój Tatuś <3"
O proszę. W samozachwyt nie wpadniesz?
-Lista jest, paczka zaraz będzie, no ale co mam robić tato.-powiedziałam. W tym samym czasie zadzwonił dzwonek.
Otworzyłam drzwi. Stal w nich młody mężczyzna.
-Pani Nata...Natali?-zaciął się. Nie wiem czym to zostało spowodowane.
-Tak to ja.-uśmiechnęłam się szeroko.
-Mam dla Pani paczkę. Proszę podpisik tu... i tu. Czytelny oczywiście.
-Dziękuje bardzo. Długopis.
-O przepraszam. Bym zapomniał. Miłego dnia.
-Dziękuje i wzajemnie.
No to ten angielski nie idzie mi chyba tak najgorzej co? W każdym razie dogadać się dam radę.
Co my tu mamy. Lista zadań. Ok. Zaczynamy. 1. Rozpakuj legitymacje. No hello? Już to zrobiłam. Proszę bardzoooo... Albo i nie. Kto wpadł na durny pomysł pakowania legitymacji pojedynczo?!? Dobra. 2. Dopasuj smycz i legitymację kolorami. Done. Och ja i mój angielski. 3. Wszystko. Co?!? Już skończyłam? Jestem z siebie taka dumna. Zajęło mi to tylko...ponownie co?!? Grzebałam się z tym 3 godziny? Nie możliwie. Nawet nie jadałam śniadania i wcale mi to nie przeszkadzało? Jestem wielka.

13.02.2012 r.
Wstałam pełna spokoju. Nie jest tak źle. 
Myślałam że wpadnę w a'la depresję spowodowaną brakiem przyjaciół.
Zaliczyłam swój pierwszy dzień pracy.
Rozpiera mnie duma.
Może uda mi się wyciągnąć tatę na spacer? 
Muszę w końcu poznać okolicę w której jakiś czas pomieszkam. 

Cała się kleje. Jaki brudas ze mnie. Wczoraj umyłam się tylko rano, jeszcze przed wylotem. Dochodzi właśnie godzina piętnasta a ja co? Dalej w piżamce, rozwalona na kanapie w salonie. Nie no, na brak ruchu nie narzekam. Paluszki mi przecież skaczą po guzikach pilota od tv. Koniec świnio! Do łazienki marsz!
Wzięłam krótki prysznic. Nasmarowałam ciało masłem orzechowym. O matko zgłodniałam. Mam ochotę na masło orzechowe. A jak nie ma w domu? No tej chemii jeść nie będę! Stop! Boże wariuje.
Ubrałam się. Pozostało mi tylko czekać na tatę. Ciekawe tylko o której przyjdzie z pracy, bo tego akórat zapomniał napisać. Jaki człowiek.




piątek, 31 maja 2013

chapter one

12.02.2012 r.
Dokładnie od trzynastu minut siedzę w samolocie. 
Nie mogę znieść myśli, że muszę zostawić wszystko co miałam. 
Zacząć życie od nowa, w nowym miejscu. Wśród nowych ludzi.
Ojciec ma mnie odebrać z lotniska, zaraz po lądowaniu. 
Mam nadzieję, że się nie spóźni. Stęskniłam się za nim.
Ugh... ponownie. Myśl: dlaczego wylatuje?

Odłożyłam pamiętnik na stoliczek przede mną. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Nigdy wcześniej nie leciałam samolotem. Przeszywa mnie dreszcz gdy mam przed oczami obraz, jak Grzegorz ogląda wiadomości: "katastrofa lotnicza warszawa-londyn".
-Pierwszy raz?-usłyszałam głos.
-Aż tak widać?-odwróciłam się w stronę oł... przystojnego sąsiada, bardzo przystojnego.
-Przemek jestem.-chłopak wyciągnął rękę w geście przywitania.
-Natalia.
-No więc, mały odpoczynek, praca?
-Ani to, ani to. Przeprowadzam się.-odpowiedziałam smutna, miało być tak pięknie. Musiał przypomnieć co ja tu robię.
-Zazdroszczę. Jadę zarobić parę groszy. 
-Nie wiem czy jest czego zazdrościć. Mam osiemnaście lat, które spędziłam w Polsce, a nie w Londynie. Przyjaciół z którymi musiałam się pożegnać, miejsca, wspomnienia.
-Do przyjaciół możesz wrócić.
Nie wiem kiedy, cały lot minął. Przeżyłam nawet lądowanie, które jak się okazała nie było aż takie straszne jak na filmach. Pożegnałam się z Przemkiem i poszłam szukać swojej walizki. Dobrze przynajmniej, że reszta rzeczy dotarła tu wcześniej. 
-Natalia!
-Tato!-krzyknęłam i popędziłam w stronę ojca. Wtuliłam się w ramię i zaciągnęłam perfumami.-zawsze pachniesz tak samo. Stęskniłam się!
-Ja też, skarbie. Ja też. No... pozwól mi się przyjrzeć. Ale urosłaś! Moja krew.-powiedział żartobliwie.
-Oj tatko, tatko. Zawiało pustynią.
-To teraz tak się mówi, jak ojciec próbuje zażartować? Pustynią zawiało, pustynią... srynią-tata zaczął mnie przedrzeźniać, a ja z tego wszystkiego wyłam ze śmiechu jak opętana. Ludzie patrzyli na nas jak na nienormalnych. Z resztą tak jak zawsze. Ja, tata i...i mama zawsze lubiliśmy się tak "bawić".

Rozpakowałam ostatni karton moich rzeczy. Dochodzi właśnie godzina druga w nocy. Bardzo wcześnie. W sam raz na koktajl. Ciekawe czy tata ma truskawki... o o i banany. Mniam już mi ślinka cieknie. Zbiegłam po schodach na dół i skierowałam się do kuchni.
-Joł. Nie śpisz?-zapytałam ojca, który wcinał lody patrząc się tępo w mały kuchenny telewizorek.
-Nabrałem ochoty na coś słodkiego, chcesz?
-Weź te pudełko z przed mojego nosa!-krzyknęłam dla żartu.
-Oj, oj, oj. Kobiety i wasze problemy. Siadaj, czemu nie spisz?-poklepał miejsce obok siebie. Wyjęłam widelec i usiadłam koło ojca.
-Nabrałam ochoty na coś słodkiego. Rodzina-uśmiechnęłam się do taty.
-Wiesz, wiem że ciężko będzie ci się tu odnaleźć. Dlatego postanowiłem załatwić ci miejsce w pracy. Jak chcesz oczywiście. 
-Jak ja nie wiem gdzie ty tak w ogóle pracujesz.-szturchnęłam ojca.
-Jestem gościem. Ha-zaśmiał się-przepraszam, to było głupie.-zaśmiałam się razem z nim-Zajmuje się przygotowaniem scen przed występami różnych gwiazd. No wiesz no...-popatrzyłam z niedowierzaniem- Słuchaj, język jak język. Wy młodzi macie łatwiej, raz dwa załapiesz.-spojrzałam na ojca z pod byka-No dobra, ty już umiesz. No ale na przykład...możesz poznać kogoś nowego. No w końcu nie możesz siedzieć cały dzień w domu tak? 
-No tak, tak. Staruszku. Ja się tylko dziwie jak ty sobie tutaj poradziłeś. Bo my młodzi...
-Do spania w tej chwili. Ale to już!-ojciec przerwał mi. -będzie mi tu obrażać.


***
Jej pierwszy rozdział, nowego (chyba setnego) opowiadania. Mam nadzieję, że polubicie. Proszę o komentarze. Czytasz-> komentuj. To na prawdę pomaga w pisaniu dalszej części opowiadania. 
Wasza Natalie 


heroes



Natalia
18 lat
spontaniczna, wybuchowa, wrażliwa,naiwna
uzdolniona muzykalnie
"Bądź jak kamień, stój, wytrzymaj!"



Grzegorz
37 lat
otwarty, energiczny, inteligentny
zagubiony po śmierci żony
"Nie myli się ten, co nic nie robi" 


Louis Tomlinson (20l.),
 Naill Horan(19l.),
 Liam Payne(19l.), 
Zayn Malik(19l.), 
Harry Styles(17l.)