Dokładnie od trzynastu minut siedzę w samolocie.
Nie mogę znieść myśli, że muszę zostawić wszystko co miałam.
Zacząć życie od nowa, w nowym miejscu. Wśród nowych ludzi.
Ojciec ma mnie odebrać z lotniska, zaraz po lądowaniu.
Mam nadzieję, że się nie spóźni. Stęskniłam się za nim.
Ugh... ponownie. Myśl: dlaczego wylatuje?
Odłożyłam pamiętnik na stoliczek przede mną. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Nigdy wcześniej nie leciałam samolotem. Przeszywa mnie dreszcz gdy mam przed oczami obraz, jak Grzegorz ogląda wiadomości: "katastrofa lotnicza warszawa-londyn".
-Pierwszy raz?-usłyszałam głos.
-Aż tak widać?-odwróciłam się w stronę oł... przystojnego sąsiada, bardzo przystojnego.
-Przemek jestem.-chłopak wyciągnął rękę w geście przywitania.
-Natalia.
-No więc, mały odpoczynek, praca?
-Ani to, ani to. Przeprowadzam się.-odpowiedziałam smutna, miało być tak pięknie. Musiał przypomnieć co ja tu robię.
-Zazdroszczę. Jadę zarobić parę groszy.
-Nie wiem czy jest czego zazdrościć. Mam osiemnaście lat, które spędziłam w Polsce, a nie w Londynie. Przyjaciół z którymi musiałam się pożegnać, miejsca, wspomnienia.
-Do przyjaciół możesz wrócić.
Nie wiem kiedy, cały lot minął. Przeżyłam nawet lądowanie, które jak się okazała nie było aż takie straszne jak na filmach. Pożegnałam się z Przemkiem i poszłam szukać swojej walizki. Dobrze przynajmniej, że reszta rzeczy dotarła tu wcześniej.
-Natalia!
-Tato!-krzyknęłam i popędziłam w stronę ojca. Wtuliłam się w ramię i zaciągnęłam perfumami.-zawsze pachniesz tak samo. Stęskniłam się!
-Ja też, skarbie. Ja też. No... pozwól mi się przyjrzeć. Ale urosłaś! Moja krew.-powiedział żartobliwie.
-Oj tatko, tatko. Zawiało pustynią.
-To teraz tak się mówi, jak ojciec próbuje zażartować? Pustynią zawiało, pustynią... srynią-tata zaczął mnie przedrzeźniać, a ja z tego wszystkiego wyłam ze śmiechu jak opętana. Ludzie patrzyli na nas jak na nienormalnych. Z resztą tak jak zawsze. Ja, tata i...i mama zawsze lubiliśmy się tak "bawić".
Rozpakowałam ostatni karton moich rzeczy. Dochodzi właśnie godzina druga w nocy. Bardzo wcześnie. W sam raz na koktajl. Ciekawe czy tata ma truskawki... o o i banany. Mniam już mi ślinka cieknie. Zbiegłam po schodach na dół i skierowałam się do kuchni.
-Joł. Nie śpisz?-zapytałam ojca, który wcinał lody patrząc się tępo w mały kuchenny telewizorek.
-Nabrałem ochoty na coś słodkiego, chcesz?
-Weź te pudełko z przed mojego nosa!-krzyknęłam dla żartu.
-Oj, oj, oj. Kobiety i wasze problemy. Siadaj, czemu nie spisz?-poklepał miejsce obok siebie. Wyjęłam widelec i usiadłam koło ojca.
-Nabrałam ochoty na coś słodkiego. Rodzina-uśmiechnęłam się do taty.
-Wiesz, wiem że ciężko będzie ci się tu odnaleźć. Dlatego postanowiłem załatwić ci miejsce w pracy. Jak chcesz oczywiście.
-Jak ja nie wiem gdzie ty tak w ogóle pracujesz.-szturchnęłam ojca.
-Jestem gościem. Ha-zaśmiał się-przepraszam, to było głupie.-zaśmiałam się razem z nim-Zajmuje się przygotowaniem scen przed występami różnych gwiazd. No wiesz no...-popatrzyłam z niedowierzaniem- Słuchaj, język jak język. Wy młodzi macie łatwiej, raz dwa załapiesz.-spojrzałam na ojca z pod byka-No dobra, ty już umiesz. No ale na przykład...możesz poznać kogoś nowego. No w końcu nie możesz siedzieć cały dzień w domu tak?
-No tak, tak. Staruszku. Ja się tylko dziwie jak ty sobie tutaj poradziłeś. Bo my młodzi...
-Do spania w tej chwili. Ale to już!-ojciec przerwał mi. -będzie mi tu obrażać.
***
Jej pierwszy rozdział, nowego (chyba setnego) opowiadania. Mam nadzieję, że polubicie. Proszę o komentarze. Czytasz-> komentuj. To na prawdę pomaga w pisaniu dalszej części opowiadania.
Wasza Natalie


